Dorośli wracają na obozy. I wcale nie chodzi o nostalgię.
Pamiętacie wakacyjne obozy, na których od rana do wieczora coś się działo? Sport, nowe umiejętności, wspólne posiłki, ludzie poznani pierwszego dnia i historie opowiadane jeszcze długo po powrocie. Okazuje się, że jako dorośli wcale nie straciliśmy ochoty na takie wyjazdy. Zmieniło się tylko to, że teraz sami wybieramy, czego chcemy się nauczyć.
Camp tenisowy w Hiszpanii, tydzień surfingu w Portugalii, warsztaty kulinarne we Włoszech, trekking w Dolomitach. Coraz łatwiej znaleźć wyjazdy, których główną atrakcją nie jest hotel ani nawet miejsce, ale konkretna aktywność.
To ciekawe, bo przez wiele lat wakacje dorosłych kojarzyły się przede wszystkim z odpoczynkiem od obowiązków. Mieliśmy zwiedzać, leżeć na plaży, dobrze jeść i wracać do pracy z nową energią. Dziś równie chętnie wybieramy podróże, podczas których codziennie wstajemy na trening, uczymy się nowych rzeczy i wracamy przyjemnie zmęczeni.
W raporcie 2026 Trends Report Hilton, przygotowanym między innymi na podstawie badania ponad 14 tysięcy podróżnych z 14 krajów, aż 72% respondentów zadeklarowało chęć wykorzystania wolnego czasu na rozwijanie osobistej pasji, umiejętności lub hobby.
To ważna obserwacja, bo pokazuje, że zainteresowania coraz wyraźniej wpływają na nasze decyzje podróżnicze. Nie zawsze zaczynamy już od pytania, dokąd chcemy pojechać. Czasem najpierw wiemy, co chcemy robić, a dopiero później szukamy miejsca, które nam to umożliwi.
W tym samym raporcie Hilton opisuje zjawisko whycation, czyli podróży wybieranych przede wszystkim ze względu na osobisty powód wyjazdu. Dla jednych będzie to odpoczynek, dla innych czas z rodziną, a dla jeszcze innych możliwość poświęcenia kilku dni aktywności, którą kochają.
I właśnie tutaj pojawia się fenomen obozów dla dorosłych.
W codziennym życiu pasje często muszą zmieścić się między pracą, rodziną i innymi obowiązkami. Godzina tenisa w tygodniu, trening biegowy przed pracą, zajęcia jogi w czwartkowy wieczór. Lubimy te aktywności, ale rzadko możemy poświęcić im tyle czasu, ile naprawdę chcielibyśmy.
Podczas wyjazdu proporcje się odwracają. Przez kilka dni to zainteresowania stają się głównym punktem programu, a nie dodatkiem do codzienności.
Jest w tym również ogromna przyjemność uczenia się. Dorośli nie zawsze mają okazję być początkującymi. W pracy oczekuje się od nas kompetencji, w domu odpowiedzialności, a w wielu sytuacjach szybkiego podejmowania decyzji. Tymczasem na pierwszej lekcji surfingu można zupełnie nie wiedzieć, co robić. I nikomu to nie przeszkadza.
Podobnie jest z ceramiką, tańcem czy wspinaczką. Nie trzeba mieć talentu ani ambitnego planu rozwoju. Wystarczy ciekawość.
Wyjazdy tematyczne mają jeszcze jedną zaletę: pozwalają spędzać czas z ludźmi, którzy podzielają nasze zainteresowania. Nie oznacza to, że szukamy nowego grona przyjaciół. Można mieć wspaniałe relacje i jednocześnie chcieć pojechać na camp tenisowy z osobami, które równie chętnie spędzą pół dnia na korcie.
Wspólna aktywność ułatwia rozmowę, daje okazję do wymiany doświadczeń i sprawia, że nawet osoby z zupełnie różnych środowisk szybko znajdują wspólny temat.
Oczywiście nie każdy camp jest dla każdego. Jedni wolą intensywny program sportowy, inni spokojne warsztaty i dużo wolnego czasu. Niektóre wyjazdy służą rozwijaniu umiejętności, inne przede wszystkim przyjemności. I dobrze, że oferta staje się coraz bardziej różnorodna.
Bo być może najbardziej interesujące w tym trendzie jest to, że przestajemy traktować własne zainteresowania jako coś, na co pozwalamy sobie dopiero wtedy, gdy uporamy się ze wszystkimi obowiązkami.
Zaczynamy planować wokół nich podróże, przeznaczać na nie urlop i traktować je jako ważną część dobrego życia.
W dzieciństwie wyjeżdżaliśmy na obozy, żeby odkrywać świat i próbować nowych rzeczy. Jako dorośli możemy robić dokładnie to samo. Z tą różnicą, że teraz nikt nie musi nam wybierać zajęć.
Źródło
Hilton, 2026 Trends Report: The Rise of the Whycation, 2025.
