Szczęścia można się uczyć? Najpopularniejszy kurs w historii Yale dotyczy dobrostanu
Kiedy myślimy o Yale, przed oczami mamy raczej prawo, ekonomię, medycynę czy politologię. Kierunki, po których trafia się do najlepszych kancelarii, banków i gabinetów rządowych. Tymczasem w 2018 roku rekord popularności na tej uczelni pobił kurs, który nie obiecywał kariery ani prestiżu. Uczył czegoś znacznie prostszego i jednocześnie znacznie trudniejszego: jak żyć trochę szczęśliwiej.
Zajęcia „Psychology and the Good Life”, prowadzone przez profesor psychologii Laurie Santos, wybrało wtedy niemal 1200 studentów. To mniej więcej co czwarty student studiów licencjackich i najwyższa liczba zapisów w historii uczelni. Zajęcia trzeba było przenieść do sali koncertowej, bo żadne audytorium nie mieściło wszystkich chętnych.
Dlaczego studenci jednej z najbardziej prestiżowych uczelni świata tak masowo zapisali się na zajęcia o dobrostanie? Sama Santos tłumaczyła to dość prosto: studenci deklarowali wyższy poziom przygnębienia i lęku niż kiedykolwiek wcześniej. Ludzie, którzy na papierze osiągnęli niemal wszystko, szukali odpowiedzi na pytanie, dlaczego to nie wystarcza.
Rok później kurs trafił do internetu pod nazwą „The Science of Well-Being”. Dziś na platformie Coursera zapisało się na niego ponad pięć milionów osób z całego świata, a jego ocena wynosi 4,9 na 5. Można go przejść bezpłatnie, a cały program zajmuje kilkanaście godzin.
Przyznaję, że zaczęłam go z lekkim sceptycyzmem. Kurs o szczęściu brzmi trochę jak obietnica z okładki poradnika. Ale już pierwsze moduły pokazują, że nie chodzi tu o motywacyjne hasła, tylko o coś znacznie ciekawszego: o to, jak często mylimy się co do tego, co nas uszczęśliwi.
Wierzymy, że lepsza praca, wyższa pensja, nowe mieszkanie albo kolejne osiągnięcie wreszcie sprawią, że poczujemy się dobrze. Czasem rzeczywiście tak jest, tylko krócej, niż się spodziewamy. Psychologowie nazywają to adaptacją hedoniczną. Szybko przyzwyczajamy się do tego, co nowe, i to, co jeszcze niedawno było marzeniem, staje się zwyczajnym tłem codzienności.
Kurs dużo uwagi poświęca też naszym błędnym przewidywaniom. Umysł ma kilka irytujących cech: porównujemy się z innymi, zamiast oceniać własną sytuację, przeceniamy wpływ pojedynczych wydarzeń i nie doceniamy tego, jak szybko wracamy do równowagi. W efekcie często gonimy za rzeczami, które obiecują więcej, niż mogą dać.
Co w takim razie naprawdę wpływa na nasz dobrostan? Lista nie jest rewolucyjna, i być może właśnie dlatego jest tak przekonująca. Relacje z innymi ludźmi. Życzliwość. Wdzięczność. Uważność. Sen. Ruch. I coś, co Santos nazywa time affluence, czyli poczucie, że mamy czas. Nie więcej pieniędzy, tylko więcej przestrzeni na to, co dla nas ważne.
Najciekawsze jest jednak to, że kurs nie kończy się na teorii. Santos wielokrotnie podkreśla, że sama wiedza nie wystarczy. Możemy doskonale wiedzieć, że sen i relacje są ważne, a mimo to zarywać noce i odwoływać spotkania z przyjaciółmi. Dlatego każdy tydzień zawiera praktyczne zadania, nazywane w kursie „rewirements”. Trzeba prowadzić dziennik wdzięczności, celowo celebrować przyjemne chwile, robić drobne dobre uczynki, medytować albo zadbać o sen. Na początku i na końcu kursu uczestnicy mierzą też własny poziom szczęścia, żeby sprawdzić, czy coś się zmieniło.
To ważne rozróżnienie. Dobrostan nie jest tu kolejną dziedziną wiedzy do opanowania, tylko zestawem nawyków, które trzeba przećwiczyć we własnym życiu. Trochę jak z nauką pływania. Można przeczytać wszystko o technice, ale dopiero w wodzie okazuje się, co naprawdę umiemy.
Popularność kursu z Yale mówi też coś o nas samych. O tym, że coraz więcej osób szuka wiedzy o dobrym życiu tak samo poważnie, jak kiedyś szukało wiedzy o skutecznym zarządzaniu czy rozwoju kariery. I o tym, że uczelnie zaczynają traktować tę potrzebę jako coś, czym warto zająć się naukowo, a nie zostawiać ją poradnikom.
Nie chciałabym jednak, żeby szczęście stało się kolejnym projektem do zrealizowania z idealnym wynikiem. Kurs zresztą wcale tego nie obiecuje. Nie ma w nim gwarancji stałego zadowolenia ani przepisu na życie bez trudności. Jest raczej zaproszenie do tego, żeby przyjrzeć się własnym założeniom i sprawdzić, czy na pewno inwestujemy czas i energię tam, gdzie ma to dla nas największy sens.
Bo być może najważniejsza lekcja z najpopularniejszego kursu w historii Yale nie dotyczy wcale szczęścia. Dotyczy uwagi. Tego, czemu ją poświęcamy, i tego, jak łatwo przeoczyć rzeczy, które od początku były na wyciągnięcie ręki.
Źródła
Yale University, Coursera, The Science of Well-Being.
World Economic Forum, „Happiness 101: Psychology course strikes chord with Yale students”, 2018.
