Poranne zbiórki biegowe w dużych miastach rosną szybciej niż jakakolwiek inna forma spędzania wolnego czasu w grupie — i rosną kosztem nocnego życia, nie obok niego. Coraz więcej osób w wieku 25–35 lat deklaruje, że zamiast piątkowego wyjścia wybiera sobotni poranny bieg w grupie.
Powód nie jest tylko zdrowotny. Wspólny wysiłek fizyczny tworzy więź szybciej niż rozmowa przy drinku — mniej presji, mniej hałasu, więcej naturalnych przerw na rozmowę w rytmie biegu, nie w rytmie muzyki. Do tego efekt następnego dnia jest odwrotny: zamiast kaca, endorfiny i poczucie, że dzień się dobrze zaczął.
Kluby biegowe, które rosną najszybciej, mają jedną wspólną cechę — kawa albo śniadanie po biegu, nie sam bieg. To właśnie ten fragment, socjalny, a nie kilometry, sprawia, że ludzie wracają w kolejny weekend.